Trzecie Słowo – Rozdział 1
grudzień 11, 2007
Włosy opadały mu na ramiona. Zwróciło to jego uwagę prędzej niż przypuszczał. Nic dziwnego – te długie, falujace pasma czerni pachniały bzem. Lubił bez. Bez … – pomyślał – co za idiota wymyślił taką nazwę … Dzisiaj nie było bez – wolał nie ryzykować. Nie często to robił, no ale …
Włosy zasłaniały mu twarz, ostry zapach kwiatów o idiotycznej nazwie uderzył w jego nozdrza, a uderzenie to poczuł najbardziej w okolicy mózgu. Lekko oszołomiony intensywną wonią zasłaniającą mu twarz, zaczął zrzucać z siebie niepotrzebny ciężar. Nie minęło piętnaście sekund a nie miał już na sobie nie tylko swojej ulubionej czarno-czerwonej koszuli, ale też jeansów.
Coś jest nie tak – przemknęło mu przez myśl – ale co tam … Następne ćwierć minuty dociążyło podłogę o kolejną parę spodni z czarnego jeansu.
Ech – westchnął w myślach – z tego wszystkiego ten moment jest najgorszy…. Pochylił się. Podłoga była zimna więc uklęknął na ciepłych jeszcze spodniach. Ale daje najwięcej korzyści – dokończył swoją myśl. Wszystko byłoby ok, gdyby nie ten zapach … nie, nie dam rady. Wstrzymał oddech. Miał nadzieję, zę wytrzyma … że jak już będzie mu brakować powietrza to przerwie na chwilę i zacznie z powrotem. Nic z tego. Coś zatkało jego uszy tak, że jedyne co słyszał to szum. Poczuł to też na policzkach i skroni.
Jego ruchy stały się szybsze, wydawałoby się, że chce się wyszarpnąć, uciec, ale zapach za bardzo go oszołomił. Uderzył do głowy jak narkotyk. Nie pozwalał myśleć. Nakazywał działać. Szybciej, lepiej, wydajniej, bardziej precyzyjnie i zręcznie. Był w tym dobry.
W końcu odzyskał słuch. Poczuł lekki bezwład w swoich dłoniach. Coś jest nie tak – przemknęło mu znowu przez myśl. – o, nie …
Powietrze było wilgotne i ciepłe, a słowa wypowiedziane krótkim i płytkim oddechem zdawały się zawisnąć w powietrzu wciąż i wciąż wibrując złośliwie.
- Doszłam.
No to kurwa koniec zabawy.